Close
Klub Obieżyświata Koszalin

Klub Obieżyświata – Całkiem Bliski Wschód

Klub Obieżyświata – Całkiem Bliski Wschód Klub Obieżyświata – Całkiem Bliski Wschód Klub Obieżyświata – Całkiem Bliski Wschód Klub Obieżyświata – Całkiem Bliski Wschód Klub Obieżyświata – Całkiem Bliski Wschód

3 stycznia 2011 Autor: Kategoria Media

Przez 3 tygodnie objechaliśmy bliski wschód od Egiptu po Turcję. Odwiedziliśmy zamki Krzyżowców w Syrii, spotkaliśmy dawnych znajomych w Jordanii, podziwialiśmy największe wykopaliska w Syrii w Palmyrze oraz norie w Hamie i wędrowaliśmy po górach Libanu. Wrażeniami z podróży i zdjęciami mogliśmy podzielić się z Państwem podczas grudniowego Radiowego Klubu Obieżyświata w Radiu Koszalin.

 

Klub Obieżyświata Koszalin – Anna Wolny i Krzysztof Tuz

Całkiem Bliski Wschód

3 tygodnie podróży minęły jak z bicza strzelił i już trzeba było z powrotem wcisnąć się w wir pracy i codzienności. Po podróży zostały nam zużyte bilety, pocztówki, trochę przywiezionych upominków oraz mnóstwo wspomnień i zdjęć.

Jak je teraz wszystkie zebrać w całość ?. Jak pokazać wszystkie piękne miejsca, krajobrazy i zabytki, które zobaczyliśmy. W jaki sposób opowiedzieć o niezwykłych ludziach, których spotkaliśmy. Jak odtworzyć tą masę smaków, zapachów, kolorów. W końcu jak do diabła wybrać tych kilkaset zdjęć z czterech wykorzystanych kart, tak by poukładać to chociaż z odrobiną sensu i zmieścić się w 2 godzinach. Na koniec przydałoby się jeszcze nie uśpić publiczności.

Im bliżej prezentacji tym więcej wątpliwości. Kolejne zdjęcia lądowały w koszu zastępowane innymi. Po chwili te najlepsze okazywały się średnie i dzieliły los poprzedników. W końcu się udało. Jest jakaś kolejność. Lepsza lub gorsza ale jest. Są wybrane fotki. Stop. Tak zostaje. Nic już nie ruszam bo trzeba będzie robić wszystko od nowa:)

 

Egipt

Egipt potraktowany został trochę po macoszemu. Ze cztery zdjęcia i już. Zresztą od wielu lat to jeden z popularniejszych kierunków wczasów i wycieczek, więc prawie wszystko zostało już chyba o nim powiedziane. Niewątpliwie Sharm el Sheikh to doskonałe miejsce zarówno na wczasy dla rodzin z dziećmi, dla miłośników nurkowania jak i tych, którzy szukają rozrywki. Setki hoteli o wysokim standardzie, z basenami, animatorami stającymi na głowie by wszystkich zadowolić, doskonałym jedzeniem i kolorowymi drinkami. Dziesiątki knajpek, restauracji, barów i sklepów. Setki turystów wszelkich nacji i tysiące obsługujących to wszystko arabskich handlarzy. Oraz oczywiście piękna rafa koralowa. Żeby podziwiać jej piękno nie trzeba być wytrawnym płetwonurkiem. Wystarczy założyć maskę, zabrać rurkę i odejść czasem tylko kilkanaście metrów od plaży. Dla tych, który i taki wyczyn przeraża do dyspozycji są łodzie ze szklanym dnem, z pokładu których przez okno w podłodze z hartowanego szkła spokojnie można podziwiać co dzieję się pod taflą wody. Nie zanurzając przy tym nawet małego palca.

 

W Jordanii

Zupełnie inna jest Jordania. Nasza ukochana, do której zawsze wracać będziemy z ogromnym sentymentem. W Aqabie czujemy się już niemal jak w domu. Odwiedzamy te same miejsca, składamy wizyty dawno nie widzianym znajomym i delektujemy się doskonałą i niedrogą kuchnią. Przy okazji zapominamy do czego służyć może widelec. Niezbędny w Polsce tu okazuje się być zupełnie niepotrzebny. Przecież i tak wszystko można zjeść za pomocą ręki i wszechobecnego pysznego chlebka. Niestety aktualnie w Aqabie prym wiodą Węgrzy. Próżno wypatrywać tu polskich wczasowiczów. Jeśli już to na krótki czas zatrzymują się tu co jakiś czas Ci, którzy z Egiptu wybrali się tutaj na wycieczkę 1 dniową lub zdecydowali się na wycieczkę objazdową. Mimo napiętego programu zwiedzania znajdują chwilę czasu na spacer po Aqabie. Jedni przemykają chyłkiem po uliczkach dookoła hotelu, drudzy, bardziej odważni odkrywają po chwili, że mimo tak niewielkiej odległości i wielu podobieństw jest tu zupełnie inaczej niż w Egicie.

Serdeczne i z uśmiechem powtarzane na każdym kroku „WELCOME” wcale nie służy zaciągnięciu do najbliższego sklepu, a przynajmniej nie zawsze i nie za wszelką cenę. Nie ma tak wszechobecnego u sąsiadów nagabywania i głośnego pokrzykiwania za przechodzącymi:

  • – Taniej niż w Biedronce…
  • – Wszystko za darmo …
  • – Choć tylko popatrz …

Jest za to mnóstwo uśmiechu, serdeczności i ciekawości wobec przyjezdnych. Takie są zalety miejsc, do których jeszcze nie dotarła masowa turystyka. Poza oczywiście Petrą. Tam turysta już od dawna jest tylko woreczkiem z pieniędzmi. Mimo wszystko zawsze będę ogromnie zachęcał do odwiedzin Jordanii. Bez względu na to czy będą to dłuższe wczasy, wycieczka objazdowa czy krótki wypad. Jordania wszystkim zapewni moc wrażeń i duży zastrzyk pozytywnej energii. chociaż targować trzeba się jak u sąsiadów …:)

 

Podróż do Syrii

Syria zachwyca różnorodnością. Z jednej strony ogromne, jedne z najstarszych miast na świecie Damaszek i Aleppo. Obydwa wielkie, tłoczne i hałaśliwe. I niesamowicie magiczne. Z kilometrami wąskich uliczek, straganami na których można kupić wszystko, czego dusza zapragnie i ogromną ilością zabytków. Mimo wielu podobieństw w Aleppo czujemy się nieco lepiej. Może to kwestia przyzwyczajenia, a może mieszkających ludzi. Faktem jest, że Damaszek przytłacza. Niewiele jest tam miejsc do których można uciec od wszechobecnego tłumu. W Aleppo kilka takich znaleźliśmy. Szukając odrobiny oddechu od metropolii wystarczy wyjechać zaledwie kilkanaście kilometrów na północ by znaleźć się w innym świecie. Zbudowana na zboczach górskich Malula to jedno z ostatnich miejsc, gdzie nadal mówi się w języku Chrystusa – w aramejskim. To ostoja chrześcijan w Syrii. Głównie maronitów. Na każdym kroku widać krzyże. W oknach, na balkonach, samochodach i licznych świątyniach. Odwiedzamy dwie z nich – św. Tekli i św. Sergiusza. W jednej z nich dyskretnie udaje mi się zrobić kilka kadrów przepięknych zdobień, ikon i witraży. Po chwili wypatruje mnie jedna z zakonnic i groźnym ruchem palca ucina fotograficzne zapędy.

Punktem, którego nie można ominąć w Syrii jest Palmyra. Ciągną tam zarówno wszystkie wycieczki autokarowe jak i indywidualni turyści. Tam też spotkaliśmy jedyną na trasie, niewielką polską grupę zorganizowaną. Podczas gdy Rosjanie, Włosi, Skandynawowie i turyści z dalekiego wschodu masowo zachwycają się zabytkami Palmyry, Damaszku czy Aleppo, polscy turyści to wciąż rzadkość w tej części świata. Palmyra to nazwa starożytnego miasta, a w tej chwili najważniejszych wykopalisk na bliskim wschodzie. Współczesne miasteczko nazywa się Tadmur i podobnie jak Palmyra w zamierzchłych czasach żyła z obsługi przejeżdżających karawan, tak Tadmur żyje głównie z obsługi przejeżdżających turystów. Jest ich tu mnóstwo i nie ma się za bardzo czemu dziwić. Wykopaliska prezentują się wspaniale, szczególnie z górującej nad okolicą cytadeli o zachodzie słońca.

 

Norie w Hamie

Hama znana jest głownie z malowniczych norii służących w starożytności do nawadniania okolicznych pól i stanowi doskonałą bazę wypadową do zwiedzenia okolicznych zamków krzyżowców. Najbardziej znany z nich Krak de Chevaliers nie zrobił na nas takiego wrażenia jak największy z tutejszych zamków Kalat al Markab. Nawet dzisiaj mimo wynalezienia dróg asfaltowych i samochodów jest trudno dostępny i może dlatego mniej popularny niż sąsiad. Ze szczytu rozciąga się przepiękny widok na całą okolicę i wybrzeże morza śródziemnego. Podczas gdy na zamek Krak de Chevaliers podjeżdżają całe autokary z wycieczkami, ten możemy zwiedzać praktycznie sami, zaglądając do jego wszystkich zakamarków.

Liban stanowił największą zagadkę. Spodziewaliśmy się kolejnego, podobnego do Jordanii lub Syrii pustynnego kraju bliskowschodniego z kilkoma pasmami gór. Okazało się, że to jedne wielkie góry i niezwykła mieszanka kulturowa, religijna i polityczna. Prawdziwy koktajl jak mawiali o sobie często mieszkańcy z przymrużeniem oka.

 

Liban

Beirut to olbrzymia, kosmopolityczna stolica, która ma aspiracje by ponownie stać się centrum rozrywkowym i bankowym regionu. I jest ku temu na najlepszej drodze. Niewielka, ale pięknie odbudowana po wojnie starówka kryje w sobie eleganckie butiki i zachodnie restauracje. Okolica pokryta jest żurawiami budowlanymi ale też bankami i modnymi klubami oraz dyskotekami. Przed wojną miasto okrzyknięte zostało mianem Szwajcarii bliskiego wschodu, a swoje fortuny lokowali tutaj szejkowie z wszystkich okolicznych państw. Teraz trwa walka o ściągnięcie tych pieniędzy z powrotem. Walka, w której Beirut ma nad choćby Europą przewagę położenia, wspólnych korzeni i podobnej mentalności państw półwyspu arabskiego oraz tego samego języka. Jeśli nad Libanem nie zawisną ponownie czarne chmury konfliktu, w krótkim czasie może stać się on ulubionym i modnym miejscem do którego ponownie ściągać będą turyści, biznesmeni i miłośnicy dobrej zabawy i shoppingu.

W położonym kilkadziesiąt kilometrów dalej Trypolisie widać inny Liban. Z wyraźnymi, arabskimi wpływami i śladami burzliwej historii w postaci opuszczonych i zdemolowanych budynków. Część z nich musiała być dawniej ozdobą centrum miasta co widać po pozostałościach zdobień i licznych detalach architektonicznych. Teraz, po opuszczeniu ich przez właścicieli uciekających przed zawieruchą wojenną do Niemiec czy Stanów Zjednoczonych straszą pustymi oknami, rozsypującymi się murami i odrapanym tynkiem. To tutaj przez krótką chwilę czuliśmy się niepewnie. Głownie przez wąskie, niemiłosiernie brudne uliczki w które się zapuściliśmy podczas gdy dookoła coraz szybciej zapadał zmrok i ogromne zdziwienie, które budziliśmy dookoła. Widać było, że turyści niezbyt często zaglądają jeszcze do Trypolisu.

 

Dolina Kadisza

Kolejne kilkadziesiąt kilometrów, tym razem stromo pod górę i podziwiamy kolejną odsłonę Libanu. Dolina Kadisza poprzecinana jest wszelkiej maści kościołami. Podczas prześladowań osiedlili się tu chrześcijanie, głównie maronici, którzy korzystając z niedostępnych zboczy wąwozu budowali tu swoje świątynie. Dziś Bszarra i okolice są duchowym centrum kościoła maronickiego, a Wadi Kadisza została wpisana na światową listę Unesco i zachwyca turystów czy podróżników z całego świata. Ma czym. Licznymi, głównie sakralnymi zabytkami, wspaniałymi krajobrazami i libańskimi cedrami. Znajduje się tu jedno z kilku ostatnich w okolicy skupisk tych długowiecznych drzew . Niegdyś pokrywały one gęsto całą okolice. Dziś są pod ścisłą ochroną, a za wycięcie cedru grożą wysokie kary finansowe. Podobno są plany ponownego zalesienia Libanu, jednak ze względu na długi czas wzrostu przyjdzie nam jeszcze sporo poczekać na widok gęstych lasów cedrowych. Na razie można je oglądać w pobliskim rezerwacie oraz na fladze państwowej.

Mało kto kojarzy bliski wschód z narciarstwem. Faktycznie przy 35 stopniach powyżej zera ciężko próbować sobie wyobrazić śnieg czy lód w innej postaci niż tej do chłodzenia drinków. Natomiast w okolicy Cedars już od blisko 50 lat można zimą oddawać się białemu szaleństwu. Według zapewnień Libańczyków sezon w niektórych latach rozpoczyna się już od końca listopada i potrafi trwać do polowy kwietnia. Oczywiście w zależności od zimy. Dzięki niewielkiej odległości od wybrzeża, w Libanie w ciągu dnia można jeździć na nartach na wysokości blisko 3000 m. a po południu opalać się nad morzem śródziemnym. Prawda, że brzmi obiecująco ?

 

Całkiem Bliski Wschód

Całkiem Bliski Wschód – tytuł spotkania nie powstał przypadkowo. Tak jak autor książki wydanej kilka lat pod tym tytułem, tak i my chcielibyśmy gorąco zaprosić do zwiedzania tych fascynujących miejsc. Dając przy tym swoją obecnością znak, że Syria czy Liban to nie tylko konflikty czy terroryści. To przede wszystkim wspaniałe krajobrazy, tysiącletnie zabytki, zamki, meczety i kościoły. To w końcu mimo oczywistych różnic kulturowych niesamowici ludzie. Otwarci i niezwykle przyjaźni.

W tej chwili, dzięki wprowadzeniu bezpośrednich lotów zarówno z Warszawy jak czy z Berlina, w ciągu kilku godzin możemy znaleźć się w zupełnie innym klimacie i innym świecie. Bez względu czy zdecydujecie się Państwo sam przelot, wczasy w Egipcie, Jordanii połączone z wycieczką do Syrii czy pełną wycieczkę objazdową jesteśmy przekonani, że warto wybrać te kierunki na miejsce swoich wakacji. Wszystkim nie do końca zdecydowany służymy oczywiście radą i doświadczeniem.

 

Co warto zobaczyć, zrobić, odwiedzić::::

W Jordanii:

  • – odpocząć w Aqabie
  • – zobaczyć Petrę
  • – zafundować sobie safari po pustyni Wadi Ram – najlepiej z noclegiem pod gwiazdami lub w obozowisku Beduinów
  • – wykąpać się w morzu Martwym
  • – odwiedzić Amman, Madabę i Jerash
  • – wspiąć się na górę Nebo

W Syrii:

  • – godzinami spacerować uliczkami starego miasta w Damaszku i Aleppo
  • – zobaczyć zachód słońca nad Palmyrą
  • – odnaleźć wszystkie norie w Hamie
  • – zgubić się w korytarzach zamków krzyżowców – szczególnie w Kalat al Markab lub Krak de Chevaliers
  • – odwiedzić świątynie w Maluli
  • – delektować się smakiem najlepszych soków ze świeżych owoców
  • – spróbować fulla w miejscowej knajpce w Aleppo

W Libanie:

  • – zobaczyć Beirut, pójść do klubu, dyskoteki lub na zakupy
  • – zgubić się w uliczkach Trypolisu i zajadać różnymi odmianami pizzerek nie pytając co jest w środku 🙂
  • – wspiąć się do rezerwatu cedrów w Cedars
  • – pospacerować pięknymi uliczkami Bszarry
  • – podziwiać widoki w dolinie Kadisza

Podziel się: Twitter | Facebook | Google+ | Pinterest

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

<